Fantasy/Fantastyka/Science fiction / Powieść historyczna

Marek Orłowski – Samotny Krzyżowiec t.1

orłowskiLegendarny miecz Salomona wykuty przez rzemieślnika mającego kontakt z siłami nieczystymi i mocami piekielnymi sprowadza nieszczęście na śmiertelników, pragnących go posiąść. Dzieje się tak od momentu jego powstania, gdy ściąga nieszczęście na swojego twórcę, dzieje się tak i w okresie wojen krzyżowych, w który przenosi czytelników swojej powieści Samotny Krzyżowiec Marek Orłowski. Skarb króla Salomona wraz z mieczem odnaleźć próbuje Zakon Ziemi Świętej, który sprawować chce pieczę nad relikwią. Ale nie będzie to główny wątek wokół którego skoncentruje się fabuła, najważniejszą sprawą będą tu zmagania Krzyżowców z Saracenami i postać Rollanda z Montferratu, tytułowego Samotnego Krzyżowca.

Do sięgnięcia po powieść skusiła mnie ciekawie zapowiadająca się fabuła. Byli tu Asasyni, Krzyżowcy, Saraceni. Czyli wszystko, co lubię. Intrygująca tematyka okazała się jednak przegadana, a postać głównego bohatera, Rolanda z Montferratu, nie tyle zagadkowa, co potwornie… nudna. Postać ta jest niczym próba połączenia bohatera romantycznego ze średniowiecznym, Rolanda z Pieśni o Rolandzie z Giaurem. Dziwny zabieg, wywołujący dość sprzeczne uczucia co do głównego bohatera.

Z jednej strony to postrach Saracenów, walczący u boku Króla Jerozolimy. Niebezpieczny ideowiec, oddany bezmyślnie sprawie, z drugiej to miałki młodzieniec, cierpiący katusze z powodu utraconej miłości, a żale swe wylewający na Saracenów, którzy winni jego krzywdy nie są…

Przez długi czas nie mogłam przekonać się do jego postaci. Legenda niezłomnego i niezwyciężonego rycerza nie do końca została uwiarygodniona w fabule. Ja tego nie kupuję, przynajmniej nie w tak podanej formie. Owszem, w każdej potyczce i każdej batalii Roland pokonuje swoich przeciwników, ale jest w tym wszystkim jakby nieobecny, mało wyrazisty i mdły. Z czasem zaczyna nabierać delikatnych kolorów, choć daleko mu do bohatera z krwi i kości. W końcu staje się antypatyczny i bezdennie … głupi. Lepszy jednak taki, niż miałki młodzian, jakim mienił się na początku.

To, co na pewno może się podobać, to imponujące opisy bitew, zwłaszcza tych na morzu. Autor wykazał się dużą inwencją podejmując się opisów krwawych batalii. Krew sika na wszystkie strony, czuć nieomal ból powodowany ciosami mieczy, czy strzałami z kuszy. Trup pada za trupem, a akcja delikatnie przyspiesza, choć daleko jej do porywającej.

Być może odrzuca mnie od książki na samą myśl o dużych podobieństwach do stylu Sienkiewicza, którego szczerze nie trawię. Wydumana, wyidealizowana, przegadana, w wielkim stylu ku pokrzepieniu serc. Miłośnikom takiego pisania, z całą pewnością przypadnie do gustu i entuzjastycznie odniosą się do Marka Orłowskiego i jego Samotnego Krzyżowca.

Dla mnie jednak, zwyczajnie strata czasu. Nie ujmuję jednak autorowi umiejętności stworzenia ciekawej powieści. Tę zapewne posiada. Mnie nie porywa, porwie z pewnością rzesze innych ludzi.

Na koniec jeszcze jedna uwaga. Za jedno jestem autorowi niezmiernie wdzięczna. Udało mu się mnie potężnie wkurzyć… ! Czy polecam? Fanom pisania sienkiewiczowskiego zdecydowanie tak. Reszta może sobie odpuścić.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s