Społeczne

„Bookopen. Bo po trzydziestce wiele się zmienia”

bookopenWspólny dziennik trzydziesto- i czterdziestolatków? Czemu nie! Na pomysł stworzenia projektu, którego celem będzie poznanie współczesnego 30 i 40-latka wpadły  Justyna Lach i Sylwia Jurkiewicz. Rzuciły pomysł, zebrały chętnych do dzielenia się swoimi odczuciami, spostrzeżeniami, czy obserwacjami i rozpoczęły przedsięwzięcie. Najpierw pojawiły się wpisy w Internecie, później z tych najlepiej ocenianych przez współtworzących Bookopen, lub najchętniej czytanych i komentowanych powstała książka „Bookopen. Bo po trzydziestce wszystko się zmienia”. W ten sposób w ręce czytelników trafiła książka nietypowa, stworzona przez kilkudziesięciu autorów, ludzi różniących się od siebie pod wieloma względami, ale i pod wieloma podobnych.

Teksty, które trafiły do „Bookopen…” są mniej lub bardziej udane, jedne ciekawe, inne wręcz przeciwnie. Jedne trafiają w samo sedno, inne kulą w płot. Podrażniają zmysły, działają na synapsy. Skłaniają do śmiechu, albo do łez. To w głównej mierze krótkie wpisy, bo od wpisów w Internecie się zaczęło. Wraz z wpisami przeczytać można komentarze innych użytkowników, wywiady z niektórymi autorami tekstów, krótkie informacje o autorach. W Bookopen ważny jest nie tylko (a może nie tyle) sam temat, ważny jest przede wszystkim dialog. Czasem teksty są więc celowo kontrowersyjne, by wywołać dyskusję. Czasem jest obrazoburczo, momentami zabawnie i ironicznie, czy cynicznie. Innym razem nostalgicznie i refleksyjnie. Wśród tekstów o różnej wartości, znaleźć można kilka perełek, przy których wpaść można w zadumę, albo uśmiać się do łez. Mój ulubiony,  to „Sofa” napisany przez Mandalę (Katarzyna Matuszyk).

Wybrane do książki teksty, zdominowane są przez osoby samotne, choć pewnie obruszyłyby się one o takie ich nazwanie. Choć tematyka tekstów jest dowolna, bo wpisy są efektem wylewania na papier tego, co użytkownikom Bookopen w duszy gra, głównym tematem większości są związki w konfiguracjach przeróżnych, albo ich brak w przypadku zdeklarowanych singli. Przez to, momentami jest nieco nużąco, bo ile można czytać w kółko o podrywie, szukaniu partnera, czy szybkiego seksu. I w końcu – kogo to interesuje? Staje się to monotematyczne, a kilkoro z autorów wykreowało się na straszliwych pozerów, co z kolei trąci sztucznością i brakiem autentyczności. Na szczęście w większości przypadków jest inaczej. Świeżo i prawdziwie.

„Bookopen…”, to trochę smutny obraz 30-to i 40-latków. W głównej mierze rysuje się typ samotnego wilka, polującego na miłość do trzech randek i 10 orgazmów. Korporacyjnego stwora ogarniętego manią wyższości i chęcią dominacji we wszystkich dziedzinach życia. Ja z takim obrazem 30-to i 40-latka się nie zgadzam. Znam innych. Być może jest to kwestia miejsca zamieszkania innego, niż stolica, ale i ja nie mieszkam w zaścianku…

            Zainteresowałam się książką, kiedy zobaczyłem, że napisały je osoby z mojego pokolenia, czyli pokolenia 30-latków. Chciałam sprawdzić, czy wpasowuję się w nurt, czy może jestem outsiderem. Chciałam porównać moje pasje, marzenia, dążenia i cele z priorytetami innych, podobnych mi wiekowo ludzi. Skusiło mnie też piękne wydanie książki. Staranne i eleganckie, słowem niezwykle kuszące. Robi wrażenie. Sama zawartość interesująca bywa, zwłaszcza w początkowej fazie czytania. Interesujące to doświadczenie, przeczytać o czym i w jaki sposób myślą przedstawiciele własnego pokolenia. Autorki projektu wpadły na dobry pomysł, za co chylę im czoła. A „Bookopen…” polecam. Nie tylko 30-to i 40-to latkom.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s