Horror / Powieść grozy / Kryminał/Sensacja/Thriller / Uncategorized

Co skrywa mrok – „Przypadek Morrowa” Tomasz Jacek Graczykowski

Książkę nabyć można tutaj

Chętnie sięgam po książki autorów z którymi mogę identyfikować się choć w minimalnym stopniu. Czasem jest to wspólna pasja o której dowiaduję się z biografii autora, czasem ulubiony gatunek literacki, innym razem nielubiany autor, etc.

Tomasz Jacek Graczykowski, debiutujący powieścią „Przypadek Morrowa” należy do tego samego pokolenia co ja, pokolenia lat 80-tych, a dodatkowo pracuje w tym samym mieście. Jakże więc mogłam przejść obojętnie obok jego powieści? Było to niemożliwe. Wprost skazana byłam na przeczytanie jego powieści, zwłaszcza że „Przypadek…” to thriller, czyli coś, co lubię.

Jak to w thrillerach bywa, jest mrocznie i strasznie. Główny wątek powieści skupia się wokół znaleziska, którego dokonał bohater powieści. Nie jest to typowe odkrycie, które mogłoby przysporzyć mu satysfakcji, sławy, czy pieniędzy. Thomas Morrow na swoim trawniku odnajduje zwłoki dziewczyny, które … znikają, gdy przerażony chłopak biegnie wezwać pomoc. Wkrótce następuje lawina dziwnych i niebezpiecznych wydarzeń. Morrow zaczyna otrzymywać listy z pogróżkami od psychopaty pałającego żądzą zemsty, odkrywa też u swojego przyjaciela autentyczny pamiętnik seryjnego mordercy, żyjącego w początkach XX wieku.

„Przypadek Morrowa”, to książka którą czyta się nie z wypiekami na twarzy, nie z drżącym sercem, czy zafascynowaniem. Tę książkę czyta się chowając pod kocem, z lękiem, co nastąpi dalej. Jest mocna. Początkowo byłam pełna obaw, że będzie to typowa rzeźnia, „teksańska masakra piłą mechaniczną”. Zwłaszcza po przeczytaniu krótkiego fragmentu z pamiętnika seryjnego mordercy. Na szczęście autor nie posunął się w swej fantazji dalej i oszczędził czytelnikowi głupawych opisów makabrycznych zbrodni, ociekających krwią obrzydliwych tortur, jęków krzywdzonych ofiar etc. Krótki fragment pamiętnika rzeczonego Blackgrave’a był na tyle mocny i napawający obrzydzeniem, że wdzięczna jestem autorowi, że nie poszedł dalej w tym kierunku. Z resztą, z całkiem dobrym efektem dla książki, która pomimo tego jest mocno niepokojąca.

Nie wiem, jak to dokładnie wyjaśnić, ale jest w „Przypadku Morrowa” coś, co nazwałabym nonszalancją. Zarówno w kreacji bohatera, jak i w języku powieści. To coś nieuchwytnego i nieidentyfikowalnego, sprawiającego że pomimo wydarzeń ciężkiego kalibru jakie mają miejsce w książce, czyta się ją z dużą lekkością. I lękiem jednocześnie. Bo książka nie przytłacza, a intryguje. Czytelnik nieustannie zastanawia się, czy Morrow ma do czynienia z makabrycznym żartem, chorą zabawą, a może z prawdziwym niebezpieczeństwem. Ta nieustanna karuzela emocji fascynuje i podrażnia synapsy.

Autor nie ustrzegł się kilku potknięć i nieścisłości logicznych. Dla przykładu przytoczę kilka z nich. Ciemno jak oko wykol, a Morrow nie tylko zauważa na biurku gazetę, ale i spostrzega, że jest położona odwrotnie do czytającego…; miasteczko Mastern to spokojna i cicha mieścina, bez awantur i zbrodni. Później okazuje się, że niespełna rok wcześniej w Mastern miały miejsce dwa poważne przestępstwa. Jakie, nie zdradzę, by nie psuć czytelnikom lektury. Drażniące i irracjonalne jest też samo zachowanie Morrowa, który nie zawiadamia szeryfa o dziejących się z jego udziałem (ale i nie tylko z jego) niebezpiecznych wydarzeniach. Jest to nielogiczne, niepraktyczne, nienaturalne.

W książce więcej jest drobnych wpadek tego typu, które choć nie mają znaczącego wpływu na treść , są jednak nieco drażniące. Szkoda, bo nieco psują całość.

A mimo to, muszę pochwalić książkę. Za jej mroczny klimat. Bo mroczne tu jest rzeczywiście wszystko: począwszy od tematyki, poprzez bohatera – metalowca, po mroczną atmosferę powieści i ciemności spowijające świat (głównie w nocy dzieją się tragiczne wydarzenia o których traktuje „Przypadek Morrowa”), mroczna jest tajemnica z przeszłości, która doprowadziła do ciągu wydarzeń, itd. Mroki spowija dym, a pewien koncern papierosowy powinien wypłacić gażę autorowi książki za reklamę jego wyrobów, bo główny bohater odpala papierosa od papierosa. Dochodzi się do wrażenia, że jedna z głównych postaci w książce na imię ma Marlboro.

Rozczarowało  mnie w książce jedno. Zakończenie. Najbardziej nieprawdopodobne i jednocześnie najbardziej oczywiste… Najbardziej oczywiste, bo od początku można było nabrać podejrzeń co do zbiegów okoliczności i ich charakteru, natomiast najbardziej nieprawdopodobne, bo kwestionujące bardzo istotne wydarzenie z powieści, jakim jest porwanie Susan.

Ale nic to, książkę i tak polecam.

Ocena 4,5/6

Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s