Dla dzieci / Fantasy/Fantastyka/Science fiction

Pyskaty rudzielec – recenzja książki Krzysztofa Stelmarczyka „Crom i uczeń czarnoksiężnika”

„Crom i uczeń czarnoksiężnika”, to kolejna na rynku książka fantasy dla dzieci, w której magia i czary odgrywają dużą rolę. Tym razem mamy do czynienia z propozycją polskiego autora Krzysztofa Stelmarczyka, którego niektórzy kojarzyć mogą z opowiadania „Wilk Fuks i Nalewajek”, opublikowanego w Fantastyce, w wydaniu specjalnym z 2011 roku. Jeśli nie, być może ktoś skojarzy go z projektem muzycznym Gentlemenel, czy Blue Raincoat (zwłaszcza mieszkańcy Wołowa, czyli miejscowości w której żyje autor). Jeśli nadal są to nazwy, które nic nie mówią, jedyne wyjście, to skorzystać z możliwości jaką daje Wydawnictwo Zielona Sowa i sięgnąć po „Crom…”

                Być może na hasło powieść fantasy dla dzieci, z niektórych gardeł wydobywa się jęk rozczarowania i westchnienie zakończone stwierdzeniem „z n o w u?”. Szybko odpowiem zmęczonym tą konwencją: tak, choć Crom, czyli główna bohaterka powieści, to postać, która dość mocno odbiega od znanych do tej pory. Choć czasem przypomina Hermionę z Harry’ego Pottera, jest dziewczyną zupełnie inną. Co więcej, jak chyba żaden inny bohater książkowy, niemiłosiernie irytuje. Wręcz doprowadza do szału. Jest pyskata, nieznośna, zarozumiała i pewna siebie, a jednocześnie dziecinna i głupiutka. Działała mi wyjątkowo na nerwy, choć chwilami dostrzegałam w tym odrobinę uroku. Trzeba przyznać autorowi, że doskonale wykreował postać rudowłosej bohaterki, która zachowuje się jak typowa nastolatka. Irytuje, a jednak nie sposób jej nie lubić. Nabrałam nawet podejrzeń, że Krzysztof Stelmarczyk ma w domu stworzenie w wieku bohaterki, dzięki czemu tak świetnie oddał na kartach papieru zachowanie zbuntowanej nastolatki.

Nietypowość Crom nie kończy się tylko na tym, że jest nieznośna, bo co byłoby nietypowego w typowej dojrzewającej pannie? Przecież nieznośnych dzieci spotkać można na pęczki. Crom posiada Iskrę, czyli źródło pożądania wielu ludzi, czarodziejów i różnych magicznych stworzeń. Nawet najgroźniejszy czarnoksiężnik Darek von Deth zapragnął, by Iskra znalazła się w posiadaniu jego ucznia Pera de Mort. Chłopiec nie wykazuje jednak ani zdolności czarnoksięskich, ani nawet chęci bycia złym. Jego starcie z Crom kończy się tragedią. Jaką? Szczegóły w książce. Tu dowiecie się również, czym jest Iskra oraz jakie niespodzianki przyniesie los i magia bohaterom powieści. Kto zostanie sprzymierzeńcem Crom, a kto śmiertelnym wrogiem. Także w powieści Stelmarczyka poznacie nową historię Wilka i Czerwonego Kapturka, który okaże się … O nie, nie liczcie, że wam powiem!

Pomimo, iż sama historia jest dość prosta, autor dość mocno ją zagmatwał. Nie wiem, czy nie za bardzo. Choć pewnie młody czytelnik poradzi sobie z tym poplątaniem i pomieszaniem dużo lepiej niż ja. Nie chodzi tu o skomplikowanie samej fabuły, bo ta jest banalna. Miałam jednak chwilami wrażenie, że autorowi nie do końca udało się przelać na papier to, co sobie wyobraził, tym samym zamazując nieco obraz czytelnikowi. Choć być może jest to kwestia objaśnień w kontynuacji przygód Crom i Pera, bo z całą pewnością takowa będzie. Zamieszanie pojawia się zwłaszcza przy kreacji światów występujących w książce, ale liczę na to, że w dalszych częściach Crom autor lepiej wyjaśni swoją wizję.

To, co mogło irytować w powieści, to bardzo częste rozwiązywanie ważkich sytuacji w których znaleźli się bohaterowie w sposób naiwny. Zbyt naiwny, nawet jeśli o książkę dla dzieci chodzi. Niektóre sytuacje wręcz bez wyjścia, rozwiązywały się nieomal same. Trochę ze szkodą dla powieści, która w ten sposób wytracała swoje tempo. Miałam też wątpliwości, czy niektóre wstawki o podtekście erotycznym na pewno przeznaczone są dla dzieci. Bo po pierwsze aluzje prawdopodobnie nie będą dla dzieciaków zrozumiałe, po drugie zaś nie bardzo wprowadzenie ich do książki miało uzasadnienie. Ale cóż, być może się mylę. Podobno dzieci dziś dojrzewają dużo szybciej, a ja jestem zgryźliwym tetrykiem…

                Książka „Crom i uczeń czarnoksiężnika” nie powaliła mnie na kolana, bo w zestawieniu z książkami tej kategorii wypada przeciętnie. Ani nie słabo, ani nie wybitnie. To jedna z tych opowieści, które czyta się szybko i przyjemnie, ale równie szybko zapomina. Z pewnością jednak sprawi przyjemność czytającemu dziecku, lubiącemu fantasy. Dlatego warta jest polecenia.

 

Ocena 4,5/6

* Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zielona Sowa.

Advertisements

One thought on “Pyskaty rudzielec – recenzja książki Krzysztofa Stelmarczyka „Crom i uczeń czarnoksiężnika”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s