Dla młodzieży / Powieść historyczna / Powieść obyczajowa

Zrób to sam, czyli jak zbudować własne królestwo – nauka od podstaw. Recenzja książki Bernarda Grynholca „Królestwo na obcej ziemi”

 Książka do nabycia tutaj

Początki bywają trudne. Zwłaszcza, jeśli poprzedzone są one ciężkimi przejściami. A takim przejściem dla bohaterów „Królestwa…” była niewątpliwie konieczność porzucenia swoich ziem i ucieczka przed śmiercią lub niełaską ze strony króla.W obawie o własne życie, dwaj bohaterowie powieści Grynholca wraz z najbliższymi im ludźmi, zmuszeni zostali, by porzucić swoje ziemie i udać się na tułaczkę. Hrabia Robert oraz jego syn Michał stanęli jednocześnie przed zadaniem stworzenia od podstaw nowego królestwa, które nie tylko przynosiłoby dochody jego właścicielom i mieszkańcom, ale dawało im satysfakcję i radość z faktu posiadania go. W ten sposób rozpoczęła się ich pionierska niemalże przygoda,która doprowadziła ich aż do wybrzeży Morza Śródziemnego, gdzie postanowili się osiedlić i wybudować królestwo na miarę własnych pragnień. Niemałych,koniecznie trzeba zaznaczyć. Co spowodowało zatem, że hrabiowie opuścić musieli swoje dotychczasowe ziemie? Dobre traktowanie chłopów i świetne gospodarowanie majątkiem, które wzbudziło zazdrość i niechęć ze strony innych możnych.

Niczym konkwistadorzy, hrabia Robert i Michał oraz ich wierni rycerze, zdobywają nowe ziemie zagarniając zastane na miejscu dobra, wraz z inwentarzem żywym (łącznie z chłopami!) Stosują sprawdzone z poprzedniego królestwa metody: być surowym wobec chłopów, lecz traktować ich dobrze. Wymagać ciężkiej pracy, lecz nagradzać za nią. Jednak wobec leniwych, czy łamiących zasady chłopów są bezwzględni.Kary (łącznie z karą śmierci) są na porządku dziennym. Zachowanie obu hrabiów pozostawia wiele do życzenia. Choć sami są przybyszami, obcymi przybyłymi na nowe tereny, zachowują się jak zdobywcy, którym z racji ich urodzenia należy się wszystko wkoło. „Jestem hrabia Robert, pan tej ziemi i tego wybrzeża.Mieszkacie tu bez mojej zgody”.

„Królestwo na obcej ziemi” to powieść moralizatorska. Porusza wiele istotnych w życiu każdego człowieka prawd i spraw. Od drobnych poczynając, na ogromnych kończąc. Uczy,jak należy postępować, by żyć w zgodzie ze sobą, z naturą i drugim człowiekiem.Jak żyć, by nie krzywdzić siebie i innych. Jest to także powieść o spełnianiu marzeń, o odnajdywaniu szczęścia, poszukiwaniu sprawiedliwości. Niestety, jest też książką na dłuższą metę nudną. Autor bardzo rozwlekle rozprawia o sposobach uprawy, hodowli, o rzemiosłach. Jest to w głównej mierze powieść nie tyle historyczna, co powieść z zakresu historii rzemiosła oraz gospodarki pańszczyźnianej. Opisuje krok po kroku, z przesadną niejednokrotnie pieczołowitością sposoby uprawy ziemi, sposób prowadzenia warsztatu, etapy rozwoju rzemiosła etc. Co bardzo irytuje, to rozwlekłość. Spokojnie można by okroić książkę z wielu fragmentów, bez szkody dla powieści, a nawet śmiem twierdzić z korzyścią. Rozwlekłość książki powoduje z kolei, że nad niektórymi fragmentami dosłownie można się zdrzemnąć, lub zupełnie wyłączyć czytanie ze zrozumieniem.Nie ma jednak obaw, że się coś ominie, bo po kilkunastu stronach ponownie przeczytamy wcześniejszy tekst, ubrany jednak w nieco inne słowa.

Co jeszcze powoduje, że tekst jest monotonny? Dość naiwna treść „Królestwa…” Za każdym razem, gdy hrabiów spotyka coś dobrego, dzieje się to za sprawą niespotykanego zbiegu okoliczności, cudu, szczęśliwego splotu zdarzeń. I za każdym razem pojawia się podobny schemat: problem, „cudowne” pojawienie się chłopów, rybaków, kupców etc. i rozwiązanie problemu poprzez podporządkowanie sobie bezbronnych poddanych.

Rzeczą absolutnie niewybaczalną wg mnie są błędy językowe w książce. Pomijam, że większość zdań to zdania pojedynczo złożone, przez co ma się wrażenie, że książka jest napisana przez jakiegoś bardzo młodego i niewprawionego pisarza.To pestka zestawieniu z ilością „wpadek” językowych.  Od błędów gramatycznych, logicznych,frazeologicznych, etc. aż tłoczno. Jak na ulicach w godzinach szczytu… I nie matu mowy o zwykłym przeoczeniu, czy o literówkach, bo są to błędy, które biją dosłownie po oczach! Wygląda to trochę tak, jak tekst po tłumaczeniu przez translator Google… Reasumując: książka należy do przeciętnych, ze swoją rozwlekłą akcją i dość naiwną treścią. Ocenę obniżam dodatkowo za potworne uchybienia językowe. Takie błędy nie powinny mieć miejsca w książce szanującego się wydawnictwa!

Ocena 2/5

Książkę zawdzięczam serwisowi Nakanapie. Serdecznie dziękuję za egzemplarz recenzyjny.

Tytuł: Królestwo na obcej ziemi
Autor: Grynholc Bernard
Wydawnictwo: Novae Res

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s